poniedziałek, 21 lipca 2014

Chapter 4

Jakbym tego nie wiedziała. Marzyłam o tym, żeby ktoś otworzył w tej chwili te drzwi.
-Mało mówisz. To z nieśmiałości czy podniecenia?
Ani jedno ani drugie, psycholu.
-Masz taki ładny biust, szkoda go tak zakrywać.
Dotknął mojej piersi, miałam ochotę mu przywalić. Pomijając fakt, że miałam bardzo ograniczone pole poruszania się.
-Możesz mnie tak nie dotykać?
-Przeszkadza ci to?
-Pomińmy fakt, że jesteśmy w jednej toalecie i zaraz ktoś może tu wejść.
-Racja - powiedział i zamknął drzwi od środka.
-Dlaczego to robisz? - spytałam starając się odejść od niego jak najdalej. Niestety odeszłam tylko z jeden centymetr.
-A jak myślisz? Jesteś gorąca.
Miałam na siebie koszulkę na ramiączka. Przypomniało mi się to dopiero teraz. Patrzył na mój biust. Najchętniej bym płakała. Czego on ode mnie chce?
-Zakładam, że chcesz wyjść, zgadza się?
Chociaż raz mówisz coś sensownego.
-To milczenie potraktuję jako ,,tak".
Boże, dziękuję!
W końcu otworzył te drzwi, jednak zanim mnie wypuścił, minęła chwila. Stał w niezmiennej pozycji opierając się o ścianę, tym samym zagrądzając mi drogę ucieczki.
-Czy ty się mnie boisz? Tylko odpowiedz, prawie w ogóle nie słyszałem twojego głosu.
Zastanawiałam się, co mu powiedzieć.
-Więc?
-Nie.
-To dobrze - uśmiechnął się i mnie wypuścił. Szybko skorzystałam z tej okazji, bo kto wie, może by się rozmyślił.
Wyszliśmy z łazienki, zaraz po tym objął mnie w talii. Nic nie rozumiałam.
Przez szyby w oknach widziałam ciemne niebo. Ile my tam siedzieliśmy? Wchodzimy - jasno, wychodzimy - ciemno w chuj.
-No to może my już wyjdziemy. Muszę na razie iść zapłacić, zaczekaj, odwiozę cię.
Dlaczego mu uwierzyłam?
Skierowałam się do wyjścia, bo w środku zrobiło mi się jakoś duszno. Przy jednym stoliku moją rękę chwyciła jakaś dziewczyna w czarnych włosach z blond dredami. Odwróciłam do niej głowę, jej wzrok był przejęty. Tylko czym? Może mną? Ta, jasne.
-Co jest?
-Uciekaj. Nie pytaj, tylko uciekaj.
-Przed kim? - zapytałam.
-Przed Andy'm. On jest niebezpieczny. Nie powinnaś się z nim zadawać. Uciekaj, póki możesz. - gdy zauważyła Andy'ego, który miał odchodzić od kasy, podała mi jakąś karteczkę.
W tej chwili podszedł do nas Andy. Dziewczyna puściła moją rękę.
-Idziemy?
-T-tak - miałam niezły ętlik w głowie. Ona mogła mówić prawdę. W jej oczach było zmartwienie i przerażenie. O mnie? Musiała go znać. Może ona też miała z nim jako takie przeżycia? A jeśli - to może gorsze? 
Gdy wsiedliśmy do samochodu, odpalił, przez chwilę nikt nic nie mówił.
-Co ona chciała?
-Nie ważne - powiedziałam nie patrząc na niego.
-Nie mówisz mi tego, co powinnaś.
Wiele rzeczy ci nie mówię. Ale to już też pomińmy. Dlaczego taka odważna jestem tylko w swojej głowie, a  w rzeczywistości to już nie?
Poprzednio jechaliśmy koło piętnastu minut, teraz jechaliśmy o wiele dłużej. Nie miałam zbyt wiele dobrych przeczuć.
-Ymm... mój dom jest w drugą stronę...
-Dlatego jedziemy w drugą - uśmiechnął się lekko, tego uśmiechu też nienawidziłam.
-No chyba nie.
Jedynym ,,sensownym" wyjściem z tej sytuacji, było dla mnie otworzenie drzwi i wyskoczenie z samochodu. Nagle wzięłam klamkę, nacisnęłam ją, a Andy kładąc rękę na moim ramieniu mocno mnie odciągnął. Odruchowo krzyknęłam. Zjechał na pobocze. Nikt nie jechał tą drogą. Było całkowicie pusto. Spojrzał na mnie znacząco.
-Nie zadzieraj ze mną.
-Mam pozwolić, żeby jakiś psychol zawiózł mnie gdzieś i nawet nie wiem gdzie i nie wiem, co może mi zrobić? Dziękuję, ale nie. - ponownie chwyciłam klamkę, znowu to samo. - Kurwa, zostaw mnie!
-Zrobimy inaczej.
Wstał ze swojego miejsca, by sekundę po tym znaleźć się po mojej stronie. Otworzył drzwi i wziął moje obie ręce i wyciągnął stamtąd. Próbowałam się wyrwać. Jak taki chudy człowiek może mieć tyle siły, żeby utrzymać mnie jedną ręką?

1 komentarz:

  1. Pisz....ja chcę więcej!
    Kocham to czytać.
    Andy <3
    Taki zły :3

    / Szajners

    OdpowiedzUsuń