-Przyjdę po ciebie jutro o dziewiętnastej. Radzę ci być w domu.
Czułam się dziwnie, gdy mówił mi do ucha. Dziwnie to za mało powiedziane. Byłam przerażona. W sumie nie powiedział nic, co mogłoby przererazić człowieka. Jednak to, jak mnie trzymał i sposób, w jaki powiedział ,,Teraz jesteś moja" , przyprawiał mnie o dreszcze przerażenia.
Powoli puścił moje nadgarstki i odszedł krok ode mnie. Nadal stałam bez ruchu przy ścianie. Zaczął odchodzić coraz dalej, aż zniknął mi z pola widzenia za drzwiami do klubu. Po chwili i ja tam weszłam, by poszukać Rosalie. Nie, nie, powiem jej nic o tym ,,spotkaniu". Podeszłam stolika, przy którym siedziała z chłopakiem, który poprosił ją do tańca, i powiedziałam krótko:
-Ja wracam do domu
-Dlaczego? - zdziwiła się robiąc duże oczy.
-Po prostu nie mam ochoty tu już siedzieć
-Chodź ze mną na chwilę - wstała i biorąc moją rękę odeszła parę kroków od stolika. - Coś się... Wow! Nieźle, kto ci to zrobił? - zatrzymała swój wzrok na mojej szyi. Przypomniało mi się, że za pewne mam tam pamiątkę po wiecie czym.
-Nie ważne - zakryłam szybko malinkę włosami. Spojrzała na mnie mróżąc oczy i formując usta w dziubek.
-Erica Reneé Evans - wypowiedziała moje pełne imię i nazwisko. Nienawidzę, gdy ktoś mówi do mnie Reneé. - Coś mi tu kręcisz. To tamten, który tak na ciebie patrzy? - pokazała głową na jakiegoś chłopaka, a ja odwracając głowę w jego stronę, zauważyłam, że wskazała właściwą osobę. Od razu odkręciłam głowę i powiedziałam, że nie. Starałam się całą uwagę skupić na Rose, która coś mówiła, ale on mnie rozpraszał. Wiedziałam, że na mnie patrzy. Czułam jego spojrzenie, które paraliżowało moje ciało od góry do dołu. Pożegnała się i jak to ujęła, wróciła do Luka. Od razu skierowałam się do przedniego wyjścia. Marzyłam tylko o tym, żeby stąd wyjść i więcej go dzisiaj nie spotkać. Raczej nie, gdy dochodziłam tam, na zewnątrz stał on. Nie znam nawet jego imienia i chyba nie chcę poznać.
Otwieram drzwi, wychodzę, zamykam i chcę iść do domu.
-Jutro o dziewiętnastej, kotku, pamiętaj. - odwróciłam tylko głowę, a moim oczom zaraz po tym ukazał się tak zwany ,,on". Uśmiechał się do mnie. Zdołałam zapanować nad sobą i nie dać się znowu zahipnotyzować.
-Niezła - usłyszałam za sobą inny głos. Nie odwracaj się tylko. Szłam dalej i zostawiałam ich w tyle.
-Masz zamiar coś z nią zrobić? - zapytał inny.
-Być może - powiedział. Nie jestem rzeczą, czy ty tego nie widzisz? Przyspieszyłam kroku i zaczęłam się coraz to bardziej oddalać. Błagałam Boga, żeby on tylko żartował, że przyjdzie. Przecież on nawet nie wie, gdzie ja mieszkam. Prawda?
Otworzyłam drzwi i weszłam do domu. Wreszcie. Nie sądziłam, że kiedy kolwiek będę się cieszyć, że tutaj jestem.
-Boże, co za głupi dzień. - jestem zdana na mówienie do siebie. Wolę już gadać ze sobą, niż z nim. Na szczęście raczej nie będę miała z nim już do czynienia. Chyba że się okaże, że wie gdzie mieszkam. Tfu! Wypluj to. Grunt to umieć rozkazywć samemu sobie.
Nie było jeszcze tak późno, ja już jestem w domu. Nie chciałam znowu się na niego natknąć w klubie.
Musiał się tak na mnie potem gapić? Rose to zauważyła. Mogę być pewna, że jutro mnie odwiedzi i będzie o to wypytywać i żartując, że kogoś "wyrwałam". Nienawidzę takiego gadania. Zauważyłam, że nienawidzę wielu rzeczy. To normalne?
Przebrałam się w piżamę i położyłam się na łóżku. Chciałam już zasnąć i choć przez chwilę zapomnieć o dzisiejszym dniu.
Przez długi czas nieudawało mi się to. Przed oczami miałam jego obraz, a w uszach odbijały mi się jego słowa. Miałam dość, czułam nadal jego spojrzenie, jakby był w tym samym pokoju. Nie potrafiłam się poruszyć, zapomniałam jak to się robi. Chciałam tylko zasnąć.
***NASTĘPNY DZIEŃ, GODZINA 9***
Obudziłam się o dziewiątej. Leżałam na środku łóżka z kołdrą odrzuconą obok mnie. Podniosłam się do pozycji siedzącej po turecku, w której przez chwilę pozostałam. Wpatrywałam się w ścianę na przeciw siebie, jakby było w niej coś interesującego. Mój telefon zawibrował, co zwiastowało wiadomość.
To pewnie Rose, pomyślałam.
Wzięłam telefon do ręki i odblokowałam ekran.
"Czekaj na mnie przed blokiem, będę na parkingu. Załóż coś ładnego ;)
Wiesz kto pisze"
Ską... Skąd on wie, gdzie mieszkam?
Cholera.
Serce zabiło mi mocniej. Miałam wrażenie, jakby chciało wydostać się z piersi.
Postanowiłam zapisać ten numer w telefonie. Był po prostu numer, bo się nie podpisał. Kto wie, może by mi się przydał?
Idiotko, pewnie widział kiedyś jak wchodziłaś do bloku. Ale nie wie, które mieszanie.
Ale skąd do cholery miał mój numer?!
***KILKA GODZIN PÓŹNIEJ***
Rozważałam zostanie w domu albo pójście z nim. Nawet, kurwa, nie wiem gdzie. Jeśli na prawdę przyjdzie, a ja nie będę czekała, z łatwością może mnie znaleźć. Blok nie jest duży, ma cztery piętra z dwoma mieszkaniami na jednym. Kurwa. Za trzy minuty miała wybić dziewiętnasta. Leżałam na łóżku w swoim pokoju i niespokojnie gapiłam się w sufit. Nie miałam pojęcia, czy zdecydować się na wyjście, czy pozostanie w domu. Chyba wybrałam to drugie.
Wybiła dziewiętnasta, zero śladu jego. Może zapomniał, albo żartował? Oby żartował. Odetchnęłam z ulgą. I usłyszałam pukanie do drzwi, na co od razu się podniosłam. Podeszłam powoli do drzwi i spojrzałam przez wizjer.
To on.
Zakryłam usta dłonią, żeby nic nie mówić. Ale on to zrobił. Stanęłam pod ścianą obok drzwi.
-Wiem, że jesteś w domu.
Stałam bez ruchu i żadnego odgłosu. Miałam nadzieję, że pójdzie.
-Skarbie, otwórz, a nikomu nic się nie stanie.
Oczywiście, że wiedział, że jestem. Otworzyłam te drzwi. Spodziewałam się innego powitania.
-Wychodzimy?
-Nie jestem przygotowana - powiedziałam cicho.
-Możesz iść tak, jak jesteś.
Chciałam zamknąć drzwi, przeszkodził mi w tym, z łatwością przytrzymując je ręką.
-Zmienię chociaż bluzkę.
-Jak wolisz. Ale nie każ mi długo czekać.
Zamknęłam drzwi i zmieniłam bluzkę z błękitnej mgiełki na koszulkę z zespołu KISS. Ogarnęłam szybko włosy, umyłam zęby i założyłam krótkie glany. Wyszłam.
-Nieźle wyglądasz - powiedział oglądając mnie od góry do dołu.
Gdy schodziliśmy ze schodów chciał złapać mnie w talii, odsunęłam się o krok. Zaśmiał się gardłowo. Poszliśmy w stronę jego samochodu, w trakcie drogi złapał mnie w talii, już nie udało mi się oddalić. Przyciągnął mnie do swojego ciała. Czułam się odrobinę komfortowo.
Otworzył mi drzwi, żebym weszła pierwsza. Chciałam uciekać.
Ruszyliśmy.
-Gdzie jedziemy? - zapytałam.
-Zobaczysz.
Przez kilka minut nikt nic nie mówił.
-Dlaczego się nie odzywasz? - zapytał. - Jesteś spięta. Rozluźnij się. - powiedział, by chwilę potem po tym położyć swoją rękę na moim udzie.
-Skąd wiesz, gdzie mieszkam? - spytałam po dłuższej chwili.
-Obserwowałem cię.
Odwróciłam wzrok, a on zabrał rękę.
Zatrzymaliśmy się przed jakąś restauracją. Serio? Ucieszyło mnie to ogromnie, bo tam są ludzie.
-Panie przodem - otworzył drzwi i wpuścił do środka. Nasz stolik był na końcu lokalu. Gdy zmierzaliśmy do niego, wziął moją dłoń i przyciągnął do siebie. Patrzyłam na twarze ludzi, których mijaliśmy. Na wszystkich było zdziwienie. Niektórzy mieli to w dupie, inni gapili się tak, jakby zobaczyli ducha, a jeszcze inni swoimi spojrzeniami jakby chcieli mi powiedzieć, żebym uciekała.
Znaleźliśmy się na końcu, gdzie był nasz stolik.
-Dlaczego byłaś taka spięta? Nie podobało ci się to, że cię dotykałem?
Nie odpowiedziałam, jak pewnie się spodziewaliście.
-Nie wiem nawet, jak masz na imię - wydusiłam. - uśmiechnął się.
-Andy - odpowiedział. - A ty Erica.
Sk... Skąd? Powtarzam się.
Prowadziliśmy jakąś tam konwersację. Próbowałam dowiedzieć się jak najwięcej. Niestety wiedziałam tylko, że ma na imię Andy i pochodzi z Ameryki. Nie wiem, której.
-W ogóle na mnie nie patrzysz. Nie chcesz tego robić, albo próbujesz zgrywać niedostępną. Lubię takie dziewczyny.
Zaczął kompletować moją figurę i makijaż, skupił się bardzo na ustach. Mówił o seksie. Unikałam tego tematu jak tylko mogłam. Poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła, gdy mówił mi o swoich fantazjach seksualnych związanych ze mną. Czy on ma coś z głową, czy tylko mi się tak zdaje?
-Przepraszam, muszę iść do łazienki - najlepszy pretekst, żeby uniknąć tematu. Poszłam jak powiedziałam do toalety, która była jednym pomieszczeniem z dwoma kabinami, jedną damską, druga męską. Mogłam się więc spodziewać wizyty Andy'ego.
Weszłam do jednej kabiny, 3/4 czasu spędzonego tam rozważałam ucieczkę przez okno. Idiotka. Masz siedemnaście lat, nie siedem.
-Kochanie, co tak długo?
Kurwa.
Otworzyłam drzwi, by wyjść. Poszłam do umywalki, umyłam ręce. Poczułam ręce Andy'ego łapiące mnie w talii i zjeżdżające niżej na biodra. Położyłam swoje dłonie na jego, żeby je zdjąć, ale nie udało mi się tego zrobić. Przejął całą inicjatywę. ,,Przeprowadził" mnie przez całą łazienkę, otworzył drzwi do kabiny, tym razem męskiej i zamknął je. Popchnął mnie ma ścianę i stanął blisko mnie. Za blisko.
-Chciałaś mi się wymknąć, prawda?
Położyłam ręce na jego klatce piersiowej, żeby go odepchnąć. Oparł się o równoległą ścianę, uśmiechnął ironicznie. Chwyciłam klamkę i chciałam wyjść, nie pozwolił mi. Objął mnie w talii i pociągnął do siebie. Przywarł mnie do ściany i stanął niebezpiecznie blisko mnie. Nasze twarze dzieliły milimetry. Czułam jego perfumy, idealne. Co ty gadasz?
-Mówiłem ci już, że lubię dziewczyny, które zgrywają niedostępne?
-Wcale nie zgrywam niedostępnej.
-Skarbie, wiesz, że przede mną nie uciekniesz?