poniedziałek, 30 czerwca 2014

Kontakt z autorką, czyli ze mną xd ;3

Mój numer GG: 48573127



Jeśli chcesz być informowany/a o nowych rozdziałach, skomentuj ten post i
podaj kontakt do siebie :) 

Chapter 2

Z szafy wybrałam jakieś ubrania idealne na tą okazję, jaką była moja pierwsza wolna sobota w tym roku. Założyłam czarne rurki, białą bluzkę 
,,mgiełkę" i czarne szpilki. Czarne jak noc włosy zakręciłam i rozpuściłam. Zrobiłam mocny, ale umiarkowany makijaż. Do kieszeni włożyłam telefon i wyszłam. Zanim jeszcze to zrobiłam, zadzwoniłam po moją koleżankę z pracy, czy ma teraz ochotę wyjść. Ona zawsze jest gotowa, na pewno się zgodzi. Wybrałam numer do Rosalie. 
- Halo? - usłyszałam miły głos brunetki.
- Cześć, Rose. Masz ochotę teraz wyjść? 
- Hmm, a gdzie?
- Do ,,Night".
- No ba, że mam ochotę! - powiedziała z entuzjazmem. - To za ile mam być gotowa? 
- Ja już jestem ogarnięta, to zależy od ciebie - powiedziałam najmilej, jak tylko umiałam.
- Hm, tylko wskoczę a jakąś sukienkę i możemy iść.
- Okej, to ja już idę do ciebie - oznajmiłam.
- Spoko, akurat będę gotowa. Do zobaczenia! - powiedziała i rozłączyła się. Założyłam szpilki i wyszłam z domu. Nie miałam długiej drogi do domu Rose. Po chwili stałam już przed jej domem. Wyszła z niego ubrana z czerwoną sukienkę bez ramiączek, czarne szpilki, a włosy miała związane w ciasnego kucyka. 
-Hej, jaka z ciebie laska - skomentowała. - Idziesz na podryw?
-Ta, gdzie ja na podryw. Nudzi mi się, chciałam coś ze sobą zrobić.
-Więc hm... Chodźmy! 
Ruszyłyśmy w stronę klubu, do którego droga zajęła nam 15 minut. Jeśli Rose za bardzo zaszaleje z alkoholem, łapiemy taksówkę. Ja za dużo nie piję, ale nie jestem 
,,sztywniakiem" i jakiegoś drinka wypiję. W drodze do klubu rozmawiałyśmy o wielu rzeczach. Rose ogólnie mówiła o chłopakach, a ja znowu narzekałam na napalonych chłopaków, którzy zaczepiają mnie w godzinach pracy. Doszłyśmy po jak się okazało niedługim czasie.
W klubie było dużo ludzi. Jedni już całkiem pijani, inni, którzy się rozkręcali, i tacy, którzy przyszli tutaj po prostu potańczyć i posiedzieć ze znajomymi lub nowymi ludźmi. Ja z Rose bywamy tutaj rzadko, obie długo pracujemy. Mieszkamy same, musimy mieć pieniądze na mieszkanie, jedzenie, rachunki, ubrania, żeby nie chodzić cały czas w tym samym. Musimy więc pracować więcej, niż reszta pracowników. Jak chce się mieć pieniądze, trzeba pracować. 
Weszłyśmy dalej, zajęłyśmy jeden mały stolik i zaczęłyśmy rozmawiać. Po chwili poszedł do nas chłopak, około 20 lat.
-Zatańczysz? - powiedział do Rose. Ona tylko spojrzała na mnie, a ja odpowiedziałam:
-Nie jestem twoją matką, idź, ja przeżyję. 
-Na pewno?
Posłałam jej minę, jakbym chciała powiedzieć ,,Czy ciebie do reszty pojebało?". Poszli na parkiet, a ja zostałam. Czułam się trochę dziwnie, siedząc tak sama. Chyba tak też wyglądałam. Nie miałam pomysłu, co mogę robić do powrotu Rose. Poszłam do łazienki. Weszłam w nieco ciemniejszy i cichszy korytarz, gdzie znajdowały się toalety. A gdy stamtąd wyszłam od razu pożałowałam. Pożałowałam całego wyjścia na tą pieprzoną imprezę. Gdy tylko zamknęłam drzwi od toalety, ktoś złapał mój nadgarstek. Mogłabym pomyśleć, że to Rosalie, ale jej uścisk był całkowicie inny, delikatny. Ten był inny. Silny, mocny, na pewno męski. Moje plecy spotkały się z zimną ścianą na zewnątrz klubu, bo zaraz przy drzwiach wyjściowych znajdowała się łazienka. Czułam czyjąś obecność. Nadgarstki zaczęły mnie nieziemsko piec pod wpływem silnego ucisku. Jęknęłam coś typu 
-To boli
W odpowiedzi usłyszałam gardłowy śmiech. Śmiech, którego nie polubiłam od samego początku. 
-Możesz mnie puścić?
-A czy wyglądam na kogoś, kto przystałby na twoją prośbę? - odezwał się. Sądząc po głosie był młody, stwierdziłam, że trochę do dwudziestce. A co mnie z resztą obchodzi jego wiek? Mam teraz inne zmartwienia. Nagle coś rozświetliło wszystko do okoła. Była to chyba latarnia, która świeci sobie kiedy tylko jej się spodoba. Dzięki niej zobaczyłam twarz osoby, która mnie tutaj zaciągnęła. Był to chłopak wysoki i szczupły o wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych. Z idealnie czarnymi włosami z postawioną grzywką i błękitnymi oczami, w których najwyraźniej się zatopiłam. Zahipnotyzował mnie swoim spojrzeniem.
-Skarbie, powiedziałem coś
Otrząsnęłam się na te słowa. Ile ja się w te jego oczy wpatrywałam? 
-Co taka słodka i niewinna dziewczyna robi w takim miejscu? Nie znasz chyba ludzi, którzy tutaj przychodzą.
-Co niby za ludzie? - zastanowiłam się trzy razy, zanim coś powiedziałam.
-Ja chcę tylko ci powiedzieć, że nie jesteś tutaj bezpieczna
Zaczęłam się wyrywać, jednak bezskutecznie. Był za silny. Miałam ochotę krzyczeć, jednak wszystko co było wypowiedziane w tym miejscu, tłumiła przygnębiająca cisza. Z resztą uświadomiłam sobie, że na pewno należy do tych chłopaków, którzy na takie zachowania nie reagują zbyt przyjaźnie. Przywarł mnie mocniej do ściany i zaczął obdarowywać pocałunkami moją szyję, co robił wbrew mojej woli. 
-Teraz jesteś moja - szepnął mi do ucha. Przeszedł mnie niechciany dreszcz. W co ja się wpakowałam.

środa, 18 czerwca 2014

Chapter 1

Wykończona wróciłam do domu po nocnej zmianie w pracy. Kto by pomyślał, że praca w barze jest taka męcząca? Przecież to tylko budynek z ciasno porozstawianymi stolikami, ogromnym parkietem, zapachem alkoholu i obrazami dziewczyn, których tyłki ledwo zakrywały skórzane spódniczki i facetami, którzy się za nimi oglądali, a także takimi, którzy łapali za tyłki kelnerki. A jednak nie była to praca, o której zawsze marzyłam. Od dziecka chciałam skończyć dobre liceum, pójść na studia i znaleźć dobrą pracę. Ale co mogłam zrobić bez rodziców i nikogo, kto by mnie wspierał, żeby zrealizować moje plany?
Dochodziła godzina szósta. Wchodzę do mojego mieszkania, które ufundowała mi moja rodzina zastępcza, żeby się mnie pozbyć, zasłaniam rolety, kładę się do łóżka, przykrywam kołdrą i myślę. Już nie jestem ciekawa następnego dnia, tak jak wtedy, gdy byłam pięcioletnim dzieckiem. Zmieniłam się, sama już siebie nie poznaję. Moja rodzina zastępcza, po której otrzymałam nazwisko Evans wyrobiła mi takie puste patrzenie na świat. Wstaję rano, żyję nudnym życiem bez znajomych, idę spać, a za każdy błąd w twarz albo brzuch.
Po piętnastu minutach zasnęłam. Tego było mi trzeba. Śniłam o czymś dziwnym. O barze, kilku osobach i mnie. Jednak nie pamiętam nic, co się w tym śnie działo. Pamiętam tylko zarys sylwetek tych postaci i to, w co byłam ubrana. Nie pamiętam twarzy tych osób, byli jak zagadka, chodząca tajemnica.
Otwieram oczy, ukazują się im nikłe promienie słoneczne, takie jak w przerwach ulewnego, przelotnego deszczu. Wstaję i odsłaniam rolety. Widzę dzieci, które na drodze grają w zbijaka przed moim domem. Ich piłka wpadła na mój balkon, znajdujący się na pierwszym piętrze. Wyszłam na balkon i z ciepłym uśmiechem odrzuciłam dziesięcioletniemu chłopczykowi, który stał pod balkonem, piłkę. Powiedział słodko ,,dziękuję" i pobiegł do przyjaciół. Weszłam z powrotem do mieszkania i zaczęłam się zastanawiać, co by tu robić. Po krótkim namyśle uznałam, że przejdę się do klubu na drugim końcu miasta. Nie do tego, w którym pracuję. Na imprezy kiedy mam wolne tam nie chodzę. Jestem tam niemalże codziennie. Mam dość tego miejsca, a szukać nowej pracy nie mam zamiaru. Zanim ktoś by mnie przyjął, zleciałoby trochę czasu. Poza tym nie było żadnych ogłoszeń o przyjęcie do pracy.
Siedziałam w fotelu w małym salonie i czytałam nudne wiadomości lokalne. Czytałam nudne wiadomości lokalne z nudów. Wow. Brawo, Erica, jesteś taka inteligentna.
Wybiła godzina jedenasta. Niektórzy ludzie szli do pracy, dzieciaki biegły po dworze, starsze panie chodziły ze swoimi psami.
Nie robiłam przez cały dzień nic sensownego. Wieczorem wyszłam na imprezę do
,,Night".
_____________
Druga część pojawi się już niebawem. Czekajcie :)

#PerfectWeapon

Prolog

Ona jest piękna, on jest jak bestia 
On jest jak bestia, ona jest piękna...
Kto by pomyślał, że zwykłe wyjście z koleżanką na imprezę może wymknąć się z pod kontroli. 
On i ona. 
Otulający ich mrok i ciemność. 
Strach i zagadka.
Ona - cicha dziewczyna. Drobna i niewinna.
On - wielka tajemnica. Niebezpieczny.
Tak jak piękna i bestia.